O autorze
Rocznik 1980. Górnoślązak, Niemiec, Polak, być może nawet człowiek, co komu pasuje...; piłką nożną interesuję się gdzieś od połowy lat osiemdziesiątych, pasjonując się nie tylko wydarzeniami bieżącymi, ale coraz śmielej odkrywając niezwykłości zdarzeń minionych. Fascynujące, w sam raz, żeby się zatracić. Zupełnie, jak w literaturę, muzykę, filozofię Wschodu, przyjaciół, jedzenie...

Kontakt: mariuszkowoll@gmail.com

Duriš jak Cruyff

Wczoraj pracownicy Ruchu Chorzów przeszli do historii. Stworzyli legendę miasta Pilzno, które poza znamienitym piwem może pochwalić się wyborną drużyną, ale czy aż tak wielką? Spójrzcie poniżej...

Iwanov
Konstandinov
Stoichkov
Penev
Preud'home
Valdo
Jão Pinto
Hélder
Dimas
Klaus Sammer
Reinhard Häfner
Hans-Jürgen Dörner
Hans-Jürgen Kreische
Siegmar Wätzlich
Gerd Heidler
Adri van Kraay
Jan Poortvliet
Kees Krijgh
Pleun Strik
Willy van der Kuijlen
Bracia van de Kerkhof
Ralf Edström
Huub Stevens
Bodo Rudwaleit
Norbert Trieloff
Michael Noack
Rainer Troppa
Ralf Sträßer
Frank Terletzki
Hans-Jürgen Riediger
Wolf-Rüdiger Netz

i dla porównania
Vaclav Darida
Pavel Horváth
David Limberský
František Rajtoral
Daniel Kolař
...

---

Z wyżej wymienionych czeskich graczy tylko Darida ma szansę na międzynarodową karierę. Kapitan Pilzna bliższy jest wiekiem i wagą wylegiwaniu się w klapkach nad stawem, pozostała trójka, a i owszem, reprezentanci, ale jednak już na tyle posunięta czasoprzestrzenią, że ponad zwykłą przeciętność jakichś Mechelenów, Heerenvenów, czy innych Hoffenheimow nie ma prawa oczekiwać.

Ta lista to przykra konsekwencja upadku polskiej piłki. Te wspaniałe postacie dominatorów z Holandii, NRD, Portugalii, Brazylii, Belgii, Szwecji, czy Bułgarii, reprezentanci czołowych ówczesnych reprezentacji, Rembrandci futbolu, otóż oni mierząc się z piłkarzami (!!!) Ruchu, pomimo niepodważalnej wyższości nie byli w stanie ugrać takiego upokarzającego rezultatu. Jedyny zespół w historii europejskich zmagań, który dopieprzył „Niebieskim” bardziej miał lidera w osobie Johann Cruyffa. Nie wiem, czy ten wynik bardziej obraża owe zamierzchłe gwiazdy, czy obecnych pracowników klubu z Chorzowa... Nie, jednak owych gladiatorów, oni musieli mierzyć siły z piłkarzami, to niesprawiedliwe, że „amatorzy” z Huty Batory grali w piłkę, a zawodowcy z Cichej tylko tę grę pozorowali.

---

Oglądałem tę wczorajszą żenadę, aż do momentu, gdy padła transmisja; ktoś zażartował, że to kibice Ruchu przecięli kabel, by nikt już nie oglądał tej kompromitacji. Byłoby to całkiem rozsądne; różnica była dramatyczna, wiadomo, Viktoria bez najmniejszego wysiłku wyeliminowałaby każdy polski klub, ale właśnie, wyeliminowała, a tu różnica była D R A M A T Y C Z N A.
Kilka rzeczy szczególnie zwróciło moją uwagę, wypunktuję:
a) siła i agresja; w naszej wspaniałej lidze Ruch uchodzi za zespól wzorowo przygotowany pod względem motorycznym i siłowym. To zabawne, doprawdy. Takie chłopisko, jak Stawarczyk odbijał się od Bakoša, jak ja od kilka lat starszych kolegów, gdy próbowałem grać z nimi w kosza; Djokić mający łatkę rzeźnika był w tym meczu jedynie ofiarą, która co chwilę lądowała na ziemi z grymasem bólu, i co ważne, bo to piłka w końcu, sędzia nie miał powodów, by Czechom gwizdać faule... Nie mieli żadnych szans. Żadnych!
b) ligowe przyzwyczajenia; prawdziwy Benny Hill Show, szkoda tylko, że to panowie z Polski o nieznanym zawodzie wcielali się w role Jackiego Wrighta. Na przykład stojąc w okolicach środkowego koła przyjmując piłkę twarzą do bramki rywala robią jakąś dziwną figurę taneczną (?) przyjmując futbolówkę w kierunku własnej bramki (oczywiście zachowując standardy ISO dla Polski, czyli na jakieś dwa, trzy metry) i robiąc obrót wokół własnej osi. Praktycznie za każdym razem Czesi byli przy tej piłce wcześniej; zwróćcie uwagę, że w naszej lidze to coś normalnego i zaskakującego dla rywala. Albo zachowanie bocznych obrońców. Wyjście do bocznego pomocnika na pełnej... na pełnym gazie, doskok i powrót biegnąc tyłem, a właściwie człapią; nic dziwnego, że kilka sekund później taki Rajtoral był parę metrów bliżej bramki niż Szyndrowski. Wybieg, doskok (ewentualnie kosa, jeśli rywal nie zdąży oddać piłki) i wydaje im się, że sprawa załatwiona; w ogóle problem biegania, jako takiego; Pilzno grające na pół gwizdka, no bo, jak masz 3-0 w dwumeczu po 120 sekundach rewanżowego spotkania, to już odpoczywasz przed czekającą w weekend ligową młócką, więc ci pilzneńscy piłkarze stale byli w ruchu, szkoda, że tego ruchu nie było w Ruchu, bo naszym wydaje się, że jak wyjdą na pozycję i nie otrzymają podania to mają pełne prawo strzelić focha i mieć w dupie co wydarzy się przez następnych kilkadziesiąt sekund.
c) jak czarno-biały telewizor i niezła plazma. Taka była różnica w umiejętności posługiwania się piłką. Ruch: przyjecie, rozejrzenie się, podanie (niecelne, nawet jeśli chodziło o pięć, sześć metrów), Viktoria: przyjęcie_pyk-przyjęcie_pyk[jesteśmy już na połowie gości]-pyk-pyk-długi_pyk_na_drugą_stronę_do_nogi-pyk-pyk-strzał; umiejętność gry z pierwszej piłki, przyspieszenia gry na połowie przeciwnika, w ogóle samego przygotowania akcji to alfabet futbolu; jeśli nie nauczysz się alfabetu, tych podstaw, w polskim języku 32 znaków, to nie będziesz w stanie czytać ani pisać; podobnie w piłce, jeśli jako bajtel nie chciało ci się do znużenia odbijać piłkę o ścianę, raz lewą, raz prawą, to dzisiaj jesteś, na takim poziomi, pośmiewiskiem. Gdzieś tak w połowie pierwszej części gry goście spróbowali, jak to się mawia w żargonie piłkarskim, utrzymać przy piłce; przyznaję, trzymałem za nich kciuki, bo miałem wrażenie, że zaraz albo któryś się wygrzmoci i pyskiem zaryje o murawę, albo co gorsza nabawi się kontuzji; wszytko wykonywali z takim trudem, z taką koncentracja, że nie było w tym ni krzty swobody, naturalności, jakiegoś szacunku dla tego sportu, przypominało to raczej przypadek, gdy grasz w tenisa z jakimś lepszym gościem. Próbujesz mu pokazać, że ty też się czegoś nauczyłeś, że potrafisz zagrać i forehandem i backhandem, a nawet backspina, żeby tylko się z ciebie nie śmiał, może poklepał po plecach, ale i ty i on wiecie bardzo dobrze, że po drugim, trzecim udanym uderzeniu popełnisz błąd...
d) prztyczek dla krytykantów Lenczyka – koordynacja ruchowa. Wychodzi obijanie się na lekcjach wychowania fizycznego. Nie dziwię się, że Pan Lenczyk uczy tych dorosłych w końcu facetów fikołków, przewrotów, elastyczności, panowania nad własnym ciałem etc. Momentami sztuka wyboru daje im dwie alternatywy: albo wypieprzę się i nie trafię w piłkę, albo utrzymam się na nogach i nie spróbuje nawet trafić w piłkę (ale mam wtedy szansę dogonić przeciwnika). Straszne.
e) boiskowa inteligencja; to nie musi iść w parzę z poziomem IQ, to raczej działanie instynktowne lub wyuczone odruchy; w każdym razie czeski komentator nie mógł się nadziwić, jakich wyborów dokonywali podopieczni T. Fornalik; ale ne, tudy to nepůjde i pro Boha Pana, tudy cesta nevede przekonywał naprawdę mając dobre intencje, bo w cale nie miał ochoty wyśmiewać się z przybyszów z Górnego Śląska. Jak podać, to w gąszcz nóg rywali, jak na wolne pole to pod linię końcową lub za plecy, jeśli w uliczkę, to nie czeską, ale wiodącą do piekła. Sprawiało to wrażenie, albo szukania alibi (podobnie jak ze strzałami z dystansu – no, ale spróbowałem, spróbowałem, to on nie zrozumiał moich zamiarów!), albo jakiegoś całkowitego ociemnienia umysłowego (typu – mam piłkę, kuźwa, mam piłkę, kopnąć, kopnąć ją, tylko się nie wypieprz, kopnąć ją gdzieś, o!, tu!, biała skarpeta, nasi tu są, kopięęęęęę!)
f) skuteczność; skuteczność w wykorzystywaniu słabości i błędów rywala; ok, mówi się, że to kwestia doświadczenia, że najpierw samemu trzeba zebrać w łeb, żeby następną razą być mądrzejszym. Nie do końca, jak się okazuje; Ruch niczego nie nauczył się w Wiedniu, a już z całą pewnością tej wiedzy nie był w stanie zademonstrować. Czesi oddali bodaj mniej strzałów na bramkę, celnych (do zerwania transmisji) mieli z siedem i wbili cztery gole (po prawdzie pierwszy był samobójem, ale dla samopoczucia Sadloka i Duriša zapisano ją temu drugiemu); jeśli gość się majtnie, da ograć, źle ustawi nie ma litości, jest wyrok. Wspaniale to wyglądało w wykonaniu Viktorii. Nie było tam zawahania, że sąsiedzi, że takie fajne chłopaki...; czekam, aż popełnia błąd, bo popełnią go bez wątpienia, a wtedy kąsamy. Był chyba jeden moment, gdy podopieczni Vrby chcieli spasować i nie robić przykrości wspaniałym chorzowskim kibicom. Oddali inicjatywę, przechadzali się, machali do znajomych na trybunach, pozowali do zdjęć, i wtedy przemotywowani pracownicy Ruchu nie wybili piłki, gdy z bólu zwijał się bodaj Duriš przed polem karnym Peskovič; Ruch ruszył ławą, już od środka boiska dostrzegając okazję na strzelenie gola, już dobiegli do dwudziestego metra, już zagranie i... strata, Horváth-pyk-pyk-pyk-Darida-Duriš i 3:0. Trzeba było ich prowokować? Są sytuacje, gdy trzeba skulić ogon i przyjąć warunki stawiane przez drugą stronę, jak w związku; po co komplikować sprawy, lepiej siedzieć cicha i przeczekać najgorsze. Obrazili rywala to dostali po nosie.

---

W każdym razie Pan Vrba ma teraz nie lada zadanie, z tych największych, którzy gromili Ruch, ale nie w aż takim stosunku byli...

Jürgen Bogs: Od 1981 do 1988 rok po roku Mistrz NRD z Dynamo Berlin!
Paulo Autuori: Trener roku w Brazylii z 1995. Mistrz Brazylii i Peru, dwukrotny zdobywca Copa Libertadores oraz triumfator Pucharu Interkontynentalnego, ćwierćfinalista Copa America.
Rinus Michels: komentarz zbyteczny, co nie? Ale dla młodszych: 4x Mistrz Holandii, 3x Puchar Holandii, PEMK, Mistrz Hiszpanii z Barceloną, Mistrz Europy, finalista Mistrzostw Świata...
Walter Fritzsch: Pięciokrotny Mistrz NRD (1971-78), dwukrotny triumfator krajowego pucharu; ktoś mu wyliczył, że siedział na ławce trenerskiej 1900-krotnie i wygrał... 1163 razy;]
Kees Rijvers: Trzy tytuły mistrzowskie w Holandii, dwa krajowe puchary, Puchar UEFA, trener kadry w latach 1981-1984.
Dimitar Penew: Mistrz Bułgarii razy trzy, z pucharem o raz więcej, półfinał PZP (1989), półfinał Mistrzostw Świata z Bułgarią (1994), trener 20-lecia w Bułgarii.

Prawie każdy prowadził drużynę, może nie całkowicie, ale w znacznym stopniu stanowiącą krajową reprezentację, i to taką, która należała w danym czasie do europejskiej czołówki; i jeszcze uzupełniona o reprezentantów innych krajów... nie czterech Pilzneniaków, w tym dwóch rezerwowych reprezentacji, która z ujemnym bilansem bramkowym wychodzi z najsłabszej grupy w dziejach Mistrzostw Europy tylko po to, by stawić czoła renomowanemu przeciwnikowi przez... 30 minut...

---

Dla rozluźnienia warto było popatrzeć na żeński futbol; półfinały i finał wspaniałe, wspaniałe; ile te dziewczyny mają umiejętności, ile determinacji, woli walki, a nawet wytrzymałości. I ile wdzięku! Hope Solo, Alex Morgan, Sydney Leroux... z nimi nasza liga nie byłaby słabsza, byłaby za to atrakcyjna!

---

Niecodzienna sytuacja z meczu Jihlavy z... Pilznem. Takich błędów nie ma nawet u nas. Sędzia wznowił grę, gdy gospodarzy na boisku było zaledwie dziewięciu! Mało tego, jednym z nieobecnych był bramkarz, Jaroslav Blažek! Niewiele brakowało, a Viktoria zdobyła by gola po kilku sekundach od rozpoczęcia drugiej połowy, strzał Bakoša był jednak niecelny.
http://video.idnes.cz/?idvideo=V120806_184842_tv-sport_zkl
Trwa ładowanie komentarzy...