Kryzys

Od dwóch tygodni nie zdecydowałem się na żaden wpis, ale po prawdzie i pomimo ligowych rozgrywek, a także inauguracji eliminacji do Mistrzostw Świata w Brazylii, nie było pretekstu, by cokolwiek sensownego napisać. Jak jakaś zaraza przetoczyła się przez oglądane spotkania mizeria najpierwsza. Kryzys.

Chciałem się przekonać, jak w Norymberdze wypadnie duet Lewandowski-Reus, w zamyśle duet mający potencjał, by zmieść każdego rywala. Nie tym razem, a po tym, c zobaczyłem, „ten raz” nie nastąpi zbyt szybko, a przynajmniej nie będzie regularnym „i tym razem”; wtedy jeszcze sądziłem, że sprawa może mieścić się w ramach wyświechtanego braku zgrania, wyuczenia pewnego rodzaju typu zachowań, automatyzmu, bla, bla, bla. Po meczach kadry raczej skłaniam się ku tezie, że sprawa leży po stronie Lewandowskiego, a dokładniej w jego głowie leży; leży i chrapie, nie mając najmniejszej ochoty wybudzić się ze stanu samouwielbienia. Mam nadzieję, że następnym razem to Lewandowski zostanie w szatni, a nie Saganowski...
*
Równie słabiutko było w Düsseldorfie. Spodziewałem się, że „Rhein-Derby”, tym razem bez udziału „Kozłów”, jak w poprzednich latach przyniosą wiele wspaniałych bramek i jeszcze więcej emocjonujących momentów. Nic z tego. Tak nudnego meczu w Bundeslidze nie obserwowałem już od dawna. Fortuna miała wnieść nieco świeżości w rozgrywki ligowe, wnosi na razie wyłącznie wyrachowanie; naturalnie, z ich punktu widzenia to jak najbardziej właściwe podejście, przynajmniej dostarcza punktów, ale dla widowiskowości to absolutna hibernacja; a przecież wystarczyło wstawić od pierwszej minuty Schahina, który zrobił więcej w ofensywie niż pozostała czwórka ofensywnych graczy... Z kolei w Borussii szwankuje pomysł na wykorzystanie umiejętności de Jonga. Facet gra, w końcu wypada, by 15 milionów biegało po boisku, ale jak do tej pory działacze z Gladbach powinni wstrzymać się z zatwierdzeniem przelewu, bo tyle to on wart nie jest. Właściwie po odejściu Reusa, to jedynie Arango przedstawia jakiekolwiek atuty w grze ofensywnej, dlatego nie należy się spodziewać zbyt wielu bramek w spotkaniach podopiecznych Favre'a.
*
Na szczęście niedzielne spotkania poprawiło nieco opinię o Bundeslidze. Całkiem sympatycznie, że przy niemałym udziale Sobiecha.
*
Ale poniedziałkowe derby Berlina znowu okazały się odpustowym kapiszonem, i to takim wilgotnym; jeden wielki zieeeeew.
*
w polskiej lidze było zupełnie inaczej. Potworne nudy. Właściwie niepotrzebnie zakładano siatki na bramki. Gdyby nie postawa Górnika Zabrze, nie byłoby drużyny wartej oglądania. Klasyk z Legią zapowiada się przednie, może wreszcie dojdzie w naszej lidze do spotkania, w którym obie drużyny zdolne będą do zaprezentowania jakiejkolwiek piłkarskości, że się tak wyrażę. Puki co wydaje się, że tylko w tych dwóch klubach ktoś zakupi „Elementarz gry w piłkę nożną”. Przy okazji warto polecić wywiad z Ryszardem Stankiem w „Przeglądzie Sportowym”, szczególnie, że wraca on wspomnieniami do skandalicznego pojedynku o tytuł mistrzowski z 1994 roku. Sędzia Redziński został na momencik najważniejszym człowiekiem w kraju, po czym, jak gdyby nigdy nic zakończył karierę. PZPN przymknął na wszystko oko, jakby obawiając się, że dla stołecznego recydywisty musiałby terapię a la Bernard Tapie. Oczywiście niczego nikomu nie udowodniono, ale po prawdzie nawet specjalnie niczego się nie doszukiwano. Umyto ręce, z większością dziennikarzy na czele, zupełnie, jak trzy lata później, gdy ten sam zresztą klub z Warszawy złamał niemal wszystkie możliwe przepisy, ale zamiast walkoweru dla chorzowskiego Ruchu, machnięto na to ręką, bo przecież „Nie można w ten sposób odbierać Legii szansy na tytuł”, tłumaczono...
Pamiętam, ze ojciec, pamiętający jeszcze heroiczne boje Zabrzan z Glasgow i Romą, ostatecznie zniechęcił się do polskiej ligi. Jakiś czas śledził jedynie poczynania Szemońskiego, widząc w młodym napastniku Górnika, kogoś ze swych młodzieńczych lat, ale szybko, niestety, okazało się, że to tylko meteor...
*
Klasyk w Zabrzu, a tymczasem na Cichej może dojść do antyestetyki na całego, jeśli tylko miejscowi i goście z Kielc „utrzymają” dotychczasowy poziom. Zapowiada się dużo wymachiwania rękoma, gadania (we Wrocławiu piłkarze Ruchu chyba częściej wymieniali między sobą słowo na „k” niźli futbolówkę), mało kopania, no chyba, że po piszczelach. Ruch trochę przypomina ten, z czasów Jana Żurka, nie urażając człowieka, jednego z najdziwniejszych trenerów ostatnich lat; gdzie by nie poszedł i czego by nie tknął to ogólnie walił się wszystko, jak domek z kart...
*
Trochę więcej normalności panuje w czeskiej kopanej; ci, którzy mieli walczyć o mistrzostwo zajęli najlepsze miejsca na przedzie tabeli, a co poniektórzy pokazują się jeszcze w Europie. Ci, którzy mieli bronić się przed spadkiem właśnie do tego są zmuszani; przy okazji poobserwować można coraz to nowych, ciekawych piłkarzy, to chyba o nich powszechnie mówi się „talent”. Taki na przykład Lukáš Masopust udowadnia coraz śmielej, że nazwisko Masopust nie musi oznaczać wyłącznie legendę w swoistym „Hall of Fame”.
*
Gdyby istniała futbolowa „Hall of Shame” znalazłby się w niej niechybnie Karel Kapr. Na szczęście sąd ostatecznie zdecydował, że kaprys Kapra jest wbrew prawu i najpóźniej do 31 stycznia musi wreszcie zmienić nazwę klubu. Proponuję Hovno Střížkov. Bohemka jest tylko jedna!!!
*
Porządek panuje w pierwszej lidze czeskiej, panuje i w drugiej. Na dwóch pierwszy miejscach Viktoria Žižkov i Bohemians Praha – i niech tak już zostanie. Žižkov, który z hukiem spadł z ligi, nie tylko w sześciu meczach stracił zaledwie dwa punkty, ale nie dał sobie wbić choćby jednego gola!
*
U nas Klasy, w Czechach jeszcze lepiej zapowiadające się widowisko. Już jutro w Pilznie miejscowa Viktoria stanie w szranki z praską Spartą. Umiejętności i aktualna forma obiecuję chyba jedno z najciekawszych spotkań w Europie w ogóle w ten weekend!
*
Robert Henn z czeskiej firmy Elvia wymyślił system kamer (od 10 do 12) mogący wnikliwie śledzić całe piłkarskie boisko w sam raz dla dodatkowego sędziego wspomagającego tym sposobikiem głównego. Co najważniejsze jego kompleksowe zastosowanie porównywalne do obu technologii nad którymi eksperymentuje FIFA jest znacznie, znacznie tańsze, dokładnie o jedną-trzecią. W przeliczeniu wyeliminowanie sędziowskich pomyłek mogłoby kosztować niewiele ponad 300 000 złotych...
*
Czy polski parlament, tak jak praski Senat, będzie zajmował się wprowadzeniem technologii wideo do piłki nożnej?
A może już o tym debatowano, tylko o tym nie wiem?
*
O popisach polskiej reprezentacji nie chce mi się pisać; poza wymyślnymi wulgaryzmami i barwnymi, obrazowymi epitetami pod adresem piłkarzyków nie wiele byłoby do dodania. Ale podobnie ma się rzecz na Słowacji. Bohaterskie 2:0 z Liechtensteinem publiczność okrasił przenikliwym gwizdem. Całe cztery tysiące zgromadzonych widzów gwizdało. To dokładnie taka liczba, by móc do niej pofikać. Taki Vladimir Weiss wdał się w Małeckiego, ale że wysyłanie kibiców na drugą stronę błoń w tym przypadku byłoby głupie, więc radzi im w ogóle nie chodzić na kadrę.
*
Swoją drogą Słowacy poszli naszym tropem i też udowadniają, że więcej niż dwa gole to ich rywal nie zwykł ostatniemi czasy tracić...
*
Ale w czymś się jednak różnimy. Nasze zadarte nosy wolą przeglądać się w lustrze („Lustereczko powiedz przecie, kto jest najlepszym polskim piłkarzem na świecie”), a nasi południowi sąsiedzi, jedni i drudzy zresztą, wolą gorące laski. Sporo było afer z Ujfalušim na czele; teraz w długą poszli Slowacy. Niby dyskoteka nie brzmi groźnie, ale czy to cała prawda? I okazuje się, że trener Griga chyba trochę boi się szatni, bo z trójki balangowiczów, a numer taki wykręcili na trzy dni przed meczem, w pierwszym składzie wybiegło dwóch, Stoch i Weiss. W ogóle nie zagrał jedynie Guéde..
*
Zacząłem o tych reprezentacjach i okazuje się, że Czesi wcale nie są tacy mocni; po prostu dostali tak dupowatą grupę na Euro, że można było posądzać ich o postęp pewien, może nawet ostrożne pokazywanie w kierunku dzieci Brücknera, czy Uhrina. Naturalnie okazało się to bujdą na resorach, co zweryfikowała Finlandia. Okazuje się, że bez Baroša Czesi strzelają jeszcze mniej bramek, nieprawdopodobne, wiem. Wprawdzie mają tą swoją wieżę bez której nie wyobrażają sobie niemal gry kadry narodowej, ale Pekhart to gorsza wersja nie tylko Kollera, ale nawet Lokvenca, przynajmniej co się tyczy gry dla barw krajowych. Samotny jak palce może jedynie czekać na jakieś zabłąkane wrzutki, co przy absencji Pilařa przerasta ich możliwości. Co, jak co, ale przy Kollerze to jednak zawsze biegała ta wszędobylska pchła, Baroš, i to było wielce pomocne...
*
Jeszcze podsumowanie poprzedniej rundy gier w Bundeslidze. Zgodnie z oczekiwaniami poszło znacznie gorzej niż za pierwszym razem. Zdobyłem tylko 12 punktów (z czego siedem wyjściowa jedenastka).
Bilans po dwóch kolejkach: 97 (61).
*
Mielitz – Piszczek, Sobiech, Pospech – Cigerci, Reus, Kruse, Arango – Dembelé, Lewandowski, Schahin.
(z Onuegbu mogę sobie ostatecznie dać spokój, zdążył wytransferować się do drugoligowego Sandhausen).
Trwa ładowanie komentarzy...